Zbijam bąki

Musicie mi wybaczyć przerwę. Obiecuję wrzucić tu jakąś notę we wtorek. Jestem słowny i konsekwentny więc nie bójta się.

W poniedziałek wieczorem udam się w poszukiwaniu inpiracji do Tybetu, Indii albo do jakiejś knajpy.

Stałych czytelników proszę o zabawianie maskotki Kriza.

Świeżą ludożerkę zapraszam do przejrzenia archiwum.

Społeczeństwo pizdowacieje


                                             

Ostatnio temat wszelkich pizd i męskich cip jest massive.
Massive
bo trendy, freszi, dżezi jest już passe.
Wiem to bo w ramach
przygotowań do dzisiejszego tekstu wyszedłem na osiedle i złapałem przemykającą
naćpaną szesnastolatkę. Następnie zaciągnąłem ją za wielkiego, różowego,
plastikowego kolczyka i zażądałem korepetycji z wiedzy o świecie.

Wracając do tematu. Cipy i męskie pizdy są teraz massive. Pisze o nich prawie
cała grupa trzymajaca władzę w portalu blox.pl.
Napisał o tym Kominek, potem
Segritta i
niewiele później znów Pan Kominek.

Nie zaznaczyli w swoich tekstach że to całe społeczeństwo utrzymuje tendencję do cipienia. To
jedno z "osiągnięć" cywilzacji. Teraz prawie nikt już nie walczy z krwią na
wierzchu o miejsce w autobusie. Oprócz oczywiście jednej subkultury, która jest
gotowa, zawsze i wszędzie, wypchnąć kogoś z pojazdu komunikacji zbiorowej,
podłożyć komuś nogę, torbę, laskę, wózek inwalidzki lub
w szczególnych przypadkach innego (zapewne zdziwionego obrotem sprawy)
współpasażera.
Teraz już prawie nikt po zamówieniu w sklepie serka topionego
ze szczypiorkiem i otrzymaniu zwykłego nie wepchnie sprzedawczyni arbuza w dupę.
Zacznie przepraszać tłumacząc się, że niesprecyzował być moze swojej, kurwa,
prosby (tak prośby – teraz chodzimy i prosimy).

co to jest?

Znalazłem nawet w swoim ulubionym czasopiśmie każdego mężczyzny –
"Pani Domu" list od czytelniczki:
"Lany poniedziałek
-niebezpieczna tradycja?
W pełni popieram tych, którzy domagają się zakazu
dalszego kultywowania zwyczaju oblewania ludzi wodą w często równie lodowate
wielkanocne poniedziałki
(sprzeciw – autorka sugeruje i przerysowywuje
okoliczności – przyp.kriz )
Jest to zły zwyczaj i powinien być
niedopuszczalny. Dziękuję za taką tradycję
(Tradycji się Grażynko nie
wybiera – przyp. kriz) Nawet jeśli woda jest czysta, to dziewczyny mają
zniszczone fryzury i bluzki.
(Ot paradoks – czysta woda brudzi – przyp.
kriz) W lany poniedziałek chcę się czuć bezpiecznie i sucho ( kolejny
paradoks 🙂 przyp. kriz) Tradycję śmigusa-dungusa mozna przecież
kultywować inaczej, nie lejąc, a tylko spryskując, i to najlepiej perfumowaną
wodą.
(tego już nie mam siły skomentować 🙂
przyp.kriz)

Grażyna z Lublina

Skończy się ta cała szopka w ten sposób, ze Unię Europejską najedzie jakieś
koczownicze plemię a my nie będziemy potrafili się obronić, bo do tego czasu UE
wprowadzi dekret o zbrojeniu naszych wojsk w takie śmieszne dmuchane młotki, co
to się je dostaje na odpustach, żeby nie zadawać zbytniego cierpenia nieprzyjacielowi.

Gdzie się podziali motorniczy czekający na przystanku aż nadbiegnie spóźniony
pasażer, zeby potem przytrzasnąc mu nos drzwiami?
Teraz pozostaje mi tylko
podróżowanie wagonami WARS-u bo tam wciąż panuje ten miły klimat szczerości i
nie włażenia klientowi fałszywie w dupę.

Cywilizacyja wroga z innej planety.

Tytuł jest z dupy, nie ma prawie nic wspólnego z dzisiejszym wpisem.
Wróciłem znad polskiego Bałtyku. Podzielę się z wami paroma przemyśleniami. Polacy to nawet porządnego morza nie potrafili sie dorobic. Gówniane to morze, i to dosłownie. Moja opinia moze być kapkę subiektywna bo w wodzie taplałem się w niewielkiej odległości od portu Gdynia, lub pomiędzy tymi dwoma portami, przy poniemieckiej torpedownii z II Wojny Światowej. Zaślubiłem się też z morzem; skonczył mi się papier toaletowy, chusteczki, a ostastnio skończyły mi się nawet rękopisy Kopernika; zrobiłem więc kupkę w krzaczku i poszedłem popływać; ponieważ starannie dobierałm sobie dietę na moim urlopie (Hot – Dog, Smalec, Sałatka Pikantna z Makreli*) więc mozecie być pewni, że morze stało się minimalnie czystsze 🙂

A teraz najważniejsze. Rejon w którym przebywałem ( Gdynia, Sopot, Gdanśk, Babie Doły i Wejcherowo) jest najbardziej pojebanym miejscem w jakim byłem w całym swoim krótkim życiu.

Rzeczy, które spowodowały zawias mojego mózgu:
– Szybka Kolejka Miejska –
Jak usłyszałem teorię funkcjonowania SKM-ki, to moja wyobraźnia podsunęła mi widok niskopodłogowego, nowoczesnego a przynajmniej szybkiego pojazdu torowego.
W praktyce, na peron podjechał elektryczny maszin, z którego wymontowano przedziały i postawiono plastikowe krzesełka.
Mknie Szybka Kolej, mkniemknij Szybka Kolejko, mknij!***

Jeździłem tymże maszinem codziennie po około 40 minut do mojej norki, w której miałem sypiać, a zaokienny pejzaż psuli mi trochę, wyprzedzający moją Szybką Kolejkę Miejską, napruci tybylcy popylający na rowerkach.
Ale nagle wszystko się wyjaśniło!
PKP nazwała te pociągi Szybką Kolejką Miejską
prawdopodobnie dlatego, że mają szybki.
Uszczęśliwony tym wyjaśnieniem, mój mózg wciąż odbierając bodźce z okolicy, przygotowywał się na kolejne zaskoczenie.
kasowniki SKM – nie ma ich. Kupujesz bilet w kiosku taki jak do tramwaju, ale nie masz, kurwa, kasownika w pojeździe… Wbiegamy zziajani do czekającej SKM-ki i szukamy po wagonach kasownika. Nie znaleźliśmy więc, krótka piłka z naszej strony – uderzamy do maszynisty

("Gdzie jest kurwa kasownik?!"
odpowiedź: "na stacji"
po chwili namysłu: "ale ja wam skasuję ten bilet"
cyk
"należy się dwa – osiemdziesiąt"**)

tu powinienem opuścić kurtynę, ale trójmiejskie miasta, miasteczka i wsie były zawzięte.

punkt widokowy – Ponieważ zabłądziliśmy w Gdyni, postanowiliśmy wspiąć się na punkt widokowy w mieście. Po krótkiej rozmowie z właścicielką aeoribku do którego tenże należy, weszliśmy i oczom naszym ukazał się wspaniały widok na wszystkie cztery okoliczne budynki, wyższe od naszego punktu, dwa banki i centrum handlowe…
ściany płaczu – Znajdują się takowe na stacjach, poukrywane w różnych zakamarkach – jak w grach przygodowych. Od zwykłej ściany różni się tylko, niezauważalnymi poziomymi trzycentymetrowymi, wąskimi szczelinkami.
Zabawa polega na tym, zeby taką znaleźć i skasować w niej bilet na SKM-kę. Jest ich od trzech do sześciu i często działa tylko jedna.
wodny świat – tylko bez Kevina Costnera. Gdy konsumowałem, w ogródku, tamtejsze regionalne specjały (piwo i pizza) zza zakrętu wyjechał piętrowy autobus i jadąc po ulicy dumnie informował wszystkich, ze tak naprawdę jest tramwajem wodnym.
-jajecjecnicza z krabem –
nie mam, zielolonenego pojęcia, ale znalazłem to w menu chińskiej knajpy. Zamówiłem piwo.

Jest tego jeszcze całe mnóstwo, ale o tym w następnym odcinku. Będę wam dozował trójmiejskie absurdy.
Tymczasem idę upolować coś do jedzenia w lodówce.
Następna nota jutro.
Albo pojutrze.
Trzy dni też wchodzą w rachubę.

——————————————————————–
* – Sałatka Pikantna z Makreli jest zajebista.
** – uczciwie zaznaczam, że opłaty jednak nie pobrał.
*** – tekst pochodzi z Psalmów Mieszkańców do Kolei.
P.S. Szukając dla was informacji o SKM, znalazłem ich stronę. Jestem pod wrażeniem profesjonalizmu. I tym razem nie ironizuję.

1 63 64 65 66 67 74