Archive of ‘Złote Wpisy’ category

ŚLEPA ZEMSTA JEST ŚLEPA

sonda zemsty

Z wrodzoną mi obojętnością patrzyłem jak nasze media szczują Polakami niczym psami.
Z niesmakiem oglądałem jak wielu beztroskich obywateli postanowiło wziąć udział w w tych igrzyskach nienawiści.
Onet przygotował sondę a w niej na pytanie czy Polska powinna ścigać morderców z Pakistanu, Polska odpowiedziała:

  1. „Muszą zginąć!”46 957 skurwieli wydało ze swojego ciepłego krzesła przed komputerem wyrok śmierci na porywaczach Polaka.
  2. „Niech zabiją ich za nas Amerykanie”6 320 osób postanowiło w jakimś chorym geście łaskawości chce oszczędzić załamań nerwowych i długich lat wizyt u psychiatry swoim bliźnim. A Amerykanin to cyborg, nie człowiek?
  3. „Wysłać GROM” 16 472 osoby, które wtedy myślały, że Polak jest w Pakistanie, postanowiły złamać podstawowe zasady prawa międzynarodowego. Taki mieli kaprys. Większość z tych ludzi 26 psów powiesiło na Rosji za ich wczasy w Gruzji.
  4. 12 384 cywilizowanych obywateli się w koncu znalazło. Powiedzieli mądrze jak przystało na 21 wiek: „ślepa zemsta nie ma sensu”

Dać im 12 384 medali honoru, podziękowania od prezydenta a potem zalać wszystkich formaliną i trzymać na wystawach.

Zabić, zabić, zabić! – woła reszta. Wydają wyroki na prawo i lewo. Są bezlitośnie opętani ułudą władzy jak obywatele Rzymu – widzowie tłumnie gromadzący się na arenach od Hiszpanii do Grecji.
Ślepa zemsta, to muza tych ludzi.
Siedzi na biurku przed nimi naga z rozłożonymi nogami, łatwa i dostępna. Taka kusząca….
A że daje wszystkim? Że wszyscy tańczą jak jej piersi zafalują?
…że wielu nagle zapomina o latach postępu poddając się pierwotnej żądzy?

…że potrafią w głupim akcie nierozwagi wybiec ze swojego uporządkowanego pałacu zwanego MAJESTATEM, zbiec po tysiącletnich szczeblach budowanych przez przodków i zamieszkać wśród dzikich zwierząt.
Ci głupi ludzie potrafią odrzucić miecz i sięgają po zaostrzony kawałek patyka – bo taki sam kawałek patyka trzyma ich wróg…

Co ja mówię – nie potrafią. Przecież ci ludzie siedzą przed komputerem. Piją ciepłą dobrą kawę. Taką niewojskową.
W jednej chwili wydają wyrok śmierci a w następnej onanizują się przy pornosach.

A gdyby zapakować ich w transportery opancerzone, zakuć w hełmy, dać im zacinające się karabiny? I łapczywie pijące wodę buty?
Zrzućmy ich w Serbii, Afryce, Afganistanie.

Walc z Baszirem
stopklatka z izraelskiej animacji „Walc z Baszirem”

Niech dniem maszerują wąską kolumną wzdłuż obcej drogi, wybudowanej obcą ręką; niech mrużą oczy przez 8 godzin, niech ich serce przez 8 godzin bije szybko, szybko, szybko.. Rozglądaj się uważnie i maszeruj harcerzyku. Maszeruj po obcej ziemi, która spije twoją krew…

Nocą zagrzebani w zimnych i mokrych workach z piaskiem – niech trzymają wartę. Jeden siedzi przy drodze za workami z piaskiem.
Może to ty?
Przed nim droga. Karabin ma owinięty szmatą, zimny metal nie parzy już jego spoconych dłoni.
Tej zimnej nocy wilgoć ciągnie do siebie, zbiera się na metalowej lufie w ciasną garstkę kropel.
Wigloć tak jak Żołnierze Wojska Polskiego zbija się w ciasną gromadę na obcym terenie. Daleko od mórz, jezior, oceanów – zbija się w krople.
Daleko od Polskiej Ziemi Polski Żołnierz zbija się w gromady.

Nad lufą zmęczone spojrzenie chłopaka 19-letniego. O nie, znowu się zamyślił.
„Patrz na drogę, patrz na drogę” – był cynk, ma nadjechać zielony mercedes. To będzie pułapka – ma nas wysadzić.
„Pilnuj drogi, pilnuj drogi, towarzysze liczą na ciebie”

zielony mercedes

Warkot silnika – jedzie. Boże to samochód. Jaki kolor? Niebieski czy zielony? Kurwa… nie widać.
Jest coraz bliżej. Palce w nerwowym skurczu zaciskąją się na broni. Nawet szmata przekazuje już chłód metalu dłoniom chłopaka.
„Chroń kolegów”. Nie mogę strzelić, nie widzę.
A może to zbieg okoliczności. Może to farmer jedzie zielonym mercedesem nie wiedząc, że to kolor jego śmierci.
To mercedes? Mercedes. W dzieciństwie potrafiłeś rozpoznać markę po warkocie silnika. Stałeś na moście i odgadywałeś z kolegami z podwórka marki aut przejeżdżających pod wami
To mercedes. Kurwa mać, dlaczego to mercedes?… Zielony, nie niebieski… jednak zielony.

Chroń kolegów.
Palec napina się na spuście.
Błysk.
Jesteś bogiem.
Błysk.
Zeusie Gromowładny.
Błysk.
Kolejna porcja błyskawic płynie z twoich dłoni.
Jeszcze, jeszcze!
Błysk, błysk, błysk…
Ołowiane pioruny rozpruły już reflektory tego pojazdu.
Wystarczy, opanuj się…
Nie!
Błysk, błysk, błysk, błysk…
Ołów tańczy tej ciemnej nocy w kabinie zielonego autka swój „dance macabre”
Cisza.
Spokój.

Wychodzisz zza bezpiecznych worków. Idziesz w stronę dymiącego samochodu.
Z oczu płyną łzy, w nos gryzie zapach prochu ale dłonie ci płoną.
W połowie drogi przystajesz. Przed tobą stoi podziurawiona niebieska Łada.
Podchodzisz bliżej. Jeszcze trochę. Nie, już dalej nie musisz.
W niebieskiej Ładzie cała rodzina, ojciec, matka i córka znalazła swój grzmot.

„Znowu coś umarło znowu coś się śniło
Znowu oszukali nas
Znowu się coś popierdzieliło”

Nie chcesz tu być. Gdzie uciekniesz? W głąb siebie. Na wszystko patrzysz jak sprzed telewizora.
To nie ja strzelałem, to ten żołnierz tam, ten co stoi przed dymiącą niebieską Ładą a pod oczami ma zaschniętą łzę.
To przecież on – nie ja.

 

„Oczy tej małej”

marsz

Dla odmiany dzień. Dla odmiany upał. Dla odmiany marsz. W głowie króluje paranoja. Każdy dziwny kształt krzaka, śmieć leżący daleko w lesie sprawia, że przełykasz, zamiast śliny, która wyschła, drapiące gardło powietrze. Maszerujesz i czekasz. Będą, muszą być. Będą chcieli się zemścić za tę rodzinę.
W koncu kogoś porazi błyskawica rzucona z tego gestego lasu.
Jak w przyrodzie – widzisz błysk. A grzmot rozpruje twoje gardło – jak na wojnie.
Przed śmiercią zobaczysz strumień czerwonej pięknej tęczy – jak wstążka sunącej od gardła.
Spokojnie upadniesz w nią, musisz w nią upaść bo mięśnie w nogach zwolnią swój ucisk na niepotrzebnych ci już kościach i stawach.
Upadniesz w koniec czerwonej tęczy i odkryjesz nie garniec złota a rozległy basen twojej szybko stygnącej krwi.

Nie to jeszcze nie teraz. To tylko stary żółty sweter leżał tam pod drzewem. Nie było błysku, nie było grzmotu…

 

 

 

 

Ślepa zemsta, drogi czytelniku, z definicji jest ślepa. Gdy wyroki są wydawane z prędkością karabinu przez ludzkie gruczoły to możesz być pewien, że sięgną niewinnych. W tych, którzy stoją po twojej stronie – także.

„Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć.
A niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie.
Czy możesz ich nim obdarzyć?
Nie bądź, więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci,
nawet bowiem najmądrzejszy nie wszystko wie
. „

Tolkien

full metal jacket
stopklatka z filmu „Full Metal Jacket”

Znowu się zamyśliłeś. Za późno. Tym razem są konsekwencje.
Błysk.
Wyrokiem kawałka ołowiu, który serce ma zimne, grzmot przebija twoją czaszkę.
Upadasz na kolana. Przedostatnia myśl twojej galaretki w głowie: „Nie boli, jest mi lekko. Wyjdę z tego”
Ostatnia myśl: Kurwa, głupi stary dziurawy żółty sweter.

Upadasz na twarz.
Twoje puste już oczy martwo spoglądają w kierunku snajpera przykrytego żółtym i dziurawym jak twoja głowa sweterkiem.

Co znajdujesz po drugiej stronie tęczy, wiesz już tylko ty.

BUNKIER KRIZA

My mężczyźni jesteśmy zamknięci w sobie. A przynajmniej powinniśmy być.
Bardzo rzadko kobieta może zajrzeć do naszej głowy. A próbuje.


Kobieta może czasem zapragnąć odwiedzić mężczyznę. Jedna noc jest terminem bardzo satysfakcjonującym.
W nocy jest ciemno – nie widzi się bałaganu a takie niespodzianki jak progi zwalniające zbudowane z rakiety do badmintona są tylko pierdołą.
Wizytacja dłuższa może być dużo bardziej krwawa niż stłuczona stopa…


Wielu mężczyzn modli się, żeby nigdy nie spełniły się pewne straszliwe historie opowiadane przez znajomych nocami przy ognisku.





Moja historia będzie także będzie straszliwie straszna.


W mieszkaniu, w jednym z krakowskich prawie jak apartamentowców, zadzwonił telefon.


W mieszkaniu, pełnym od dwóch współlokatorek i ich butów, pokój Kriza jest jego twierdzą.


W pokoju niepodzielnie rządzi bałagan.


Tu znajduje się też moje centrum dowodzenia – komputer podpięty kablami do miliarda i sześciu głośników, które pracują na to, żebym mógł z uznaniem kiwnąć głową podczas oglądania filmu z efektami specjalnymi.


To tu znajduja się książki, które kształtowały przez lata moją zwichrowaną psychikę.


Tu na szafie schowana jest metalowa skrzynia z rzeczami, które traktowałem kiedyś emocjonalnie. Zdjęcia i prezenty od kobiet. Umarłe szmaciane miśki.
Szczeniackie walentynki od dziewczyn z liceum i bardzo dojrzałe listy od kobiet, które (do dziś nie mam pojęcia czemu) mnie kochały.


Na metalowym pudełku leży film.


A na ścianie przy komputerze przybity jest gwóźdź.
Na tym sterczącym długim kawałku metalu powiewa od czasu do czasu kolekcja identyfikatorów, kóre uwielbiam zbierać.


Obok – srebrny cooler, z którego zamiast schłodzonego szampana wylewają się smycze.
Głupie hobby ale własne.



Dwoma słowami: Bunkier Kriza. Miejsce, z którego można wiele dowiedzieć się o Autorze i do którego, być może, któraś czytelniczka pragnęłaby trafić rozświetloną miejską nocą – przywieziona taksówką…


I mam nadzieję, że zapłaciłaby za kurs bo ja jestem teraz biedny 🙂


Dryń, dryń…


– Przyjeżdżam. Musisz mnie przenocować bo inaczej pójdę na dworzec. – usłyszałem w słuchawce telefonu. Zgodziłem się bo miałem plan.
– Niestety, tym razem nie ma miejsc – usłyszałem w słuchawce głos recepcjonistki z motelu, do którego dzwoniłem chwilę później.


…no i w pizdu.
Kriz już nie miał planu.


„O kruwka” – powinien zaklnąć współczujący czytelnik .


Wizytacja kobiety, z którą łączy kogoś parę szklanic grzanego wina i silne pożądanie różni się od odwiedzin kobiety, która szczyci się jego przyjaźnią. Ta pierwsza nie miałaby czasu pogrzebać po jego pokoju. Miałaby interes, który zająłby ją na odpowiedni czas.
A ta druga będzie szperać.
 


Wagonem szóstym PKP Intercity relacji Warszawa – Kraków nieubłaganie nadciągał mój osobisty kataklizm.
Nic nie miałem przeciwko Ewie. Nic nie miałem dopóki siedziała na tym swoim stołecznym zadupiu.
Nie wiedziałem, że jej wizyta… zaboli jak drzazga w fiucie.


ciag dalszy z pointą nastąpi wkrótce…

TEATR ŻYCIA

Czy to ty kształtujesz swoje życie?

Czy jesteś pewny swoich słów gdy, próbujac zdobyć pochwę koleżanki, szepczesz jej do ucha nastrojowym głosem „to ja jestem panem mojego losu”?

Czy jesteś pewna swoich słów gdy obiecujesz przyjaciółce, że: „już nigdy nie spotkam się z tym żonatym facetem”?

Możesz być pewnym w takich sytuacjach swojego błędu.
Możesz być też pewnym, że będziesz cyklicznie powtarzać te błędy dopóki nie nauczysz się rozumieć otaczającego cię świata.
Dopóki nie pojmiesz zwierzęcych pragnień, potęgi natrury i nieograniczonej siły zdarzeń.

Narrator zdjął przed chwilą ze swojego brzucha nagą i smukłą nogę kobiety, jeszcze tydzień temu pewnej, że „już nigdy nie pójdzie do łóżka z tym dupkiem”.
A gdyby narrator opisał wam z detalami co ta dziewczyna robiła godzinę temu to Agora musiałaby zacząć chłodzić swoje serwery na  Morzu Północnym.
Przypadkowy obserwator (który jednak tajemniczo zaginął)  mógłby powiedzieć, że ciągnęła i ssała z takim zapałem, że mężczyzna musiałby pierdnąć, żeby odzyskać prześcieradło. Ale co skłoniło naszą bohaterkę do tak… radykalnej zmiany poglądów?
To, że Narrator poznał jej potrzeby lepiej niż ona sama.

Wielu z nas traktuje siebie jako nieomylny cud natury odcięty od zewnętrznych wpływów niewidzialnym kloszem, zapominając jednak, że żeby całkowice odciąć się od oddziaływań innych tworów natury trzeba po prostu umrzeć.

Nie jesteśmy kowalami własnego losu – jesteśmy żeglarzami, którzy albo potrafią dostosować żagiel do warunków panujących na morzu albo dryfują z prądem wraz z planktonem.

Chcielibyśmy sami wyznaczać sobie role. Często robi to za nas jakaś wyższa siła dla której ironia i spaczone poczucie humoru są głównymi wyznacznikami zabawy.
Zdarza się, że kolej życia prowadzi nas w kierunku problemów, z którymi nie chcemy się zmierzyć, próbujemy się więc wyrwać z torów, uciekać w przeciwną stronę, ale ktoś ciągle przestawia scenografię i rzuca nam przed nos aktorów, którzy sprawiają, że zaczynamy tańczyć jak chce reżyser.

Obejrzyj:

Trzy dni temu Narrator, który myślał o sobie, że jest „egoistycznym i niedojrzałym emocjonalnie dupkiem”* jechał tramwajem bezpośrednim do pracy. Chciał jak zawsze wysiąść na swoim przystanku aby przesiąść się do jeszcze bardziej bezpośredniego autobusu, z którego miał do swojej roboty już tylko naprawdę bezpośredni kawałek drogi.
Nie mógł jednak wyjść z pojazdu swoim otworem ponieważ drogę od strony przystanku zatarasował potężny wózek z przyczepioną do niego młodą matką i starszą matką młodej matki**.

Narrator błyskawicznie ocenił stytuację i odkrył, że będzie musiał wtaszczyć cudzego potomka do tramwaju, żeby odczopować swoje drzwi i żadne inne wyjście nie wchodzi w rachubę (z przyczyn technicznych).
– Może pani pomogę? – spytał niewinnie.
– Bardzo chętnie – odpowiedziała kobieta, w myślach dziękując Bogu za tak dobrze wychowanych dżentelmenów.
Narrator rzucił na brudną tramwajową podłogę aktówkę ze wstępnymi scenariuszami i schylił się po wózek.
– Dziękuję panu. Żeby tylko pan zdążył teraz wysiąść – odezwała się, wciąż orbitująca wokół wózka, matka matki, gdy Narrator podnosił aktówkę i rozpędzał się do wyjścia. „Żebym”, pomyślał Narrator.

Sekundę później zaklął, gdy tylko poczuł ciężkie drzwi miażdżące jego ramiona.
Nie zdążył.
Spojrzał we współczujące oczy ludzi stojących na przystanku***.
Następnie jak biblijny Samson, zebrał w sobie poranne siły i z całą mocą mięśni przystąpił do kontrofensywy.

„Cóż słodszego niż miód,
a cóż mocniejszego niż lew?”
(zakrzyknąłby gdyby nie sprzeciw jego męskiej natury,
która uznałaby taki okrzyk za przejaw spedalenia)

samson

Swoim atakiem wyzwolił metr tramwaju od agresywnych drzwi a odzyskanie Kaliningradu, Zatoki Fińskiej i wschodnich kresów I Rzeczypospolitej odbyłoby się całkiem przy okazji gdyby nie jego wrodzona wsrzemięźliwość i skromność…

Poczuł wreszcie upragniony bruk pod stopami. Za nim rozpętało się piekło. Kobiety szturmowały bastion motorniczego, a wśród wielu haseł usłyszał nawet „bohatera pan chce zabić!”

Kriz nie doznał wewnętrznej przemiany. Nie postanowił napisać książki. Nie rozdarł koszuli swej lnianej z okrzykiem rewolucyjnym z ust wypływajacym. Wciąż był sobą.
A dla widzów, którzy oglądali to wydarzenie był symbolem, wątłym płomieniem braterskiej pomocy miażdżonej przez bezduszny mechanizm… 🙂

Ileż to strajków zapoczątkowały przypadkowe osoby. Walcząc o chleb dla rodziny, prowokowali rewolucyjną lawinę,  która potem wymykała się spod jakiejkolwiek kontroli, mieląc ludzkie mięso w swoich czerwonych, żółtych, niebieskich trybach.
Autorzy mogli tylko stanąć z boku i obserwować zdarzenia.
Mogli bezradnie przyglądać się kolejnym dopisywanym hasłom na transperenty i flagi, bo jakakolwiek reakcja, jakiekolwiek bąknięcie pod nosem „to nie tak miało wyglądać” mogło zmienić ich życie w bardzo krótkie życie.
Twórca mógł zostać oskarżony o bycie wrogiem swojej własnej rewolucji.

I Wojna Światowa wybuchła podobnie. To ta wojna, która zmiotła prawie wszystkie monarchie europejskie, której następstwem była później druga wojna.
A wybuchła bo sprawy wymknęły się królom spod kontroli.
Sytuacja dyplomatyczna w przededniu była tak napięta, że z każdej strony odczuwali ogromną presję i otaczały ich złe rady ambitnych doradców.
Władający stali się władanymi.
Byli marionietkami, którymi sterowała sytuacja i sztaby generalne.

Niemcy wysłali na granicę armię, bo sąsiad ogłosił powszechną mobilizację. Sąsiad oglosił powszechną mobilizację bo raporty mówiły o niepokojach i dziwnym oczekiwaniu żołnierzy niemieckich.

A potem bum bum i bum.
I co z władcą? Ma dwa wyjścia: może teraz albo wejść w rolę narzuconą na niego przez sytuację – wspomagać lud, dopingować żołnierzy, dodawać otuchy albo może powiedzieć swoim ludziom: „ej sorry, trochę sie to wszystko popierdoliło, weźmy się poddajmy”.
Wtedy w najlepszym razie zostałby rozniesiony na szablach swojego ludu. Co za różnica jak po wojnie i tak prawie wszyscy potracili korony. Niektórzy z głowami.

Gdy mężczyzna próbuje zaciągnąć do łóżka kobietę, myśli, że to on wyznacza kurs.
W praktyce w  80% przypadkach, kobieta, której chce wypełnić usta swoim penisem, sama wyznaczyła wcześniej kurs do swojego łóżka.
On tylko szybciej lub wolniej przemierza tą trasę.

 

Usiądź teraz i otwórz oczy. Rozejrzyj się. Dostrzeż te zawiłe, niewidzialne żyłki, które tobą sterują.
Weź je teraz w swoją garść i pociągnij.
Bo sznurki i smycze mają to do siebie, że na drugim końcu zawsze siedzi ktoś kto je dzierży w swoich palcach, często nawet obrzydliwie się przy tym uśmiecha.
Dopóki jednak je trzyma, możesz wpływać na niego. Miecz ma zawsze dwa ostrza.

Amen.

—————————————————————————-

* – nie bez pomocy kobiety, które takie określenie lubi podpowiedzieć 😉

** – taka familijna barykada z wózkiem zamiast tramwaju i matkami zamiast powstańców

*** – co nie było trudne do wykonania bo większość oczu miał metr od nosa

 

1 3 4 5 6 7