Ironia losu

Uwaga, wysilę się na metaforę.


Metaforycznie rzecz ujmując – dostałem w prezencie zajebiście drogi sportowy samochód, niech będzie że czerwony.
Po kilku godzinach radości, człowiek dowiaduje się, że trzeba by zapłacic za to cacko ubezpieczenie (procent od wartości), a autko wcale nie pali 10 litrów najtańszej benzyny na sto kilometrów.


Słaba ta metafora, ale oddaje mój ból.


Dostałem od pracodawcy karnet na Heineken Music Festival.
Imienny.
W Gdyni.
Na drugim końcu Polski.
Na dwa dni przed imprezą.
Na siedem dni przed wypłatą.
I miesiąc po ewentualnych rezerwacjach na polu namiotowym.


 

Uroki mniejszych sklepów cz.2

Sytuacja obejrzana w sklepie typu „Biedronka”
Akcja rozgrywa się przy kasie. Młody, wysportowany i lekko wstawiony meżczyzna kupuje napój typu „Pepsi”. Koszt 2,55 PLN. Młody, wysportowany mężczyzna ( od teraz nazywajmy go Sportowcem) kładzie na blacie 2,50 PLN


Sportowiec: Dzień dobry. 5 groszy doniosę pani w przyszłości, bo niestety mam tylko tyle.
Kasjerka: Należy się 2,55!
(…)
Kasjerka: Nie ma takiej opcji.
Sportowiec: Proszę sobie jaj nie robić, zbawi panią te pięć groszy?
Kasjerka: Należy się 2,55.
Sportowiec: Popierdoliło panią do reszty? To jest tylko pierdolone PIĘĆ GROSZY!!
Kasjerka: Proszę pana, ja mam 200 klientów dziennie, stu takich jak pan i muszę potem oddawać do kasy 50 złotych.
Sportowiec: Kto Pani, kurwa, liczył uczyć?            :mrgreen:     

Małe osiedlowe sklepiki

Małe osiedlowe sklepiki mnie wkurwiają!
Bardziej od małych osiedlowych sklepików denerwują mnie juz tylko hipermarkety.

Mieszkam na osiedlu gdzie na każdy blok przypada 3-4 społeczniaków. Dzwonią z donosami po Aniołach Strażach i Policji, że trwa orgia, gdy tymczasem człowiek ogląda ze znajomymi mecz.
O 16 popołudniu.

Ale jak te same babcie napierdalają do siebie stukając i nadając między sobą kaloryferem o pierwszej w nocy (mają taki ekonomiczny system komunikacji – bo rura grzewcza przechodzi przez pion) to jest dobrze. Bo sprawy innych są mniej ważne od nowej maści do pleców. Egocentryczki zafajdane.

Wracając do tematu sklepów. Jest pewne, że gdy musisz kupić tylko kefir, jakaś emerytka wchodząc postawi pomidora przy kasie i pójdzie w taniec po sklepie. Taki ,,Taniec z Gazami" – między ogórkami, śmietaną, masłem, bobem. Zatrzyma się jeszcze w mięsnym i poplotkuję z szefową jednoosobowej zmiany.
A jak tylko podejde ze swoim kefirkiem do kasy, żeby zapłacić – wpadnie we wrzask i rozdzierając morde na pół sklepu, ze ona przecież tam stoi, tylko jeszcze chciała cos dołożyć.

Wczoraj prawie włożyłem jej podwójne opakowanie kefiru w ten decybelowy krater.

Następnym razem wsadze takiej arbuza w dupe.

1 64 65 66 67 68 74