NAKREC FILM – DLACZEGO NIE?

    Jednak w polskiej kinematografii coś drgnęło.
   Minęły czasy wrzucanych do ludowych kin celuloidowych gniotów, na które prawie nikt nie przychodził. Kilkunastu zapaleńców oglądających film czwarty raz. Niskie oceny za „wartość edukacyjną, ideałową czy przesłanie” wystawione przez cenzorów tak gównianym filmom jak na przykład „Miś”.



   Naprawdę. Taki „Miś” nawet przez Festiwal Filmów w Gdyni przeszedł niezauważony.
 Teraz jednak mamy Polskę kapitalnie kapitalistyczną. Nasi rodzimi twórcy we wsparciu z mniej lub bardziej rodzimymi sponsorami potrafią stworzyć arcydzieła filmowe! O tak!
    Wymienić? Proszę bardzo: „Tylko mnie kochaj”, Ławeczka czy cuś takiego,  „Nigdy w życiu”, „Dlaczego nie”.

    aaa.. byłbym zapomniał jest jeszcze „Świadek Koronny”.
  
Myślę sobie patrząc na plakat – polskie kino akcji? No nie może być. No i rzeczywiścnie nie mogło być, bo pięć centymetrów niżej znajduję podtytuł „miłość silniejsza niż mafia”. Jaki kraj takie, kurwa, kino.


   Amerykanie chcą wybuchu, seksu, drętwych dialogów – to mają. Polacy chcą Wielcezakościelnego, „Papieżów-Polaków”, miłości, księciów w Jeepach, miłosci, piosenek, miłosci, Radia Zet i Liveboxa TP, piosenki finałowej i ani grama seksu w filmie. No to mają. Przecież to czysta ekonomia. Jest popyt jest podaż. Polakom to nasze nowe „trudne kino” się podoba, w kinach tłumy, spaździerzałe baby kupują po trzy miejsca na seanse. Dwa miejsca na ich ogromną, nie dźgniętą nawet metalowym prętem dupę i jedno na BIG PACK chusteczek do nosa. Wiadomo, dzieła te niosą przecież zaskakujące zakończenie. Tak zaskakujące jak wytrysk u nastolatka.
   Uchroń, Panie żeby młode dziewczyny, które chodzą na takie filmy nie uwierzyły, że mężczyzne* zatrzyma się u swojego zgrabnego boku uśmiechem.


   I ja podziwiam tych twórców.


   I ja mówię poważnie. Jestem pod wrażeniem kunsztu tfu!rców.


   Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafili sprzedać komuś własną kupę, a nabywca odchodził cały w skowronkach (i muchach).

   Polskiej kinematografii udaje się z piąty raz z rzędu sprzedać ten sam film, z prawie tymi samymi gwiazdami. To jest talent. 
   Przepis? Proszę bardzo. W kolejności chronologicznej:



  1.  Informujemy potencjalnych sponsorów, że mamy świetny scenariusz filmu miłosnego. Informujemy, że w filmie udział potwierdzili: Zakościelny, Małaszyński, Jakaś Młoda Dupa (w roli tej dobrej), Jakaś Stara Brzydka Dupa (w roli tej złej), Joanna Brodzik. Ze dwie gwiazdy z serialu „M jak miłość”/”Na Wspólnej.**
       Koniecznie wspominamy o premierze w okolicy 14 II.

  2.  Jednocześnie informujemy, wyżej wspomniane gwiazdy, że są sponsorzy, jest niezła kasa, może by wystąpili. Zgadzają się.

  3.  Wieczorem  w chwili wolnego czasu piszemy scenariusz.

   To jest filmowa baśń*** o miłości. W związku z tym ważna zasada:


„Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi”


   …czyli kasa, kasa, kasa.


   Tu trzeba najbardziej główkować. Jeśli kasę na nasz film wyłoży Telekomunikacja Polska – musimy zmodyfikować scenariusz, żeby nasze gwiazdki komunikowały się ze swoim partnerem za pomocą neostrady.


   Wypierdalamy więc w piździelec scenę podczas, której zakochani spotykają się nad strumieniem, pośród szumiących drzew, gdzie on jej szeptem mówi „Kocham cię”, a zza zamglonych jego błękintych oczu widać, że prawdę rzecze.


   Wklejamy zamiast tego scenę, gdzie ona siedzi na łóżku IKEI (wykosztowali się na krzesełka dla naszej ekipy filmowej) i rozmawia ze swoim chłopakiem za pomocą LiveBoxa TP. Oczywiście tenże czarodziejski maszin, zamiast leżeć na podłodze pod biurkiem, spoczywa na miękkich poduszkach.
  
Gdyby sponsor twardo negocjował, możemy zmusić oświetleniowca, żeby jeden halogen oświetłał poduchy.
    A chociażby i kosztem nieoświetlonego wyznania na monitorze „kocham cie”.


   Oglądając ostatnią polską produkcję lekkostrawną naliczyłem (ale tylko do sceny z jeziorem):



  • Obiad z McDonaldsa

  • Radio Zet – 4 reklamy (radioodbiornik nastawiony na Zetkę, wóz satelitarny Zetki, przypadkowo podążający za bohateremi)

  • The Coca Cola Company i Kropla Beskidu – 2

  • Commercial Union

  • Plus GSM (dużo)

  • TP – 2

  • Gala.

I jeszcze wpływy z reklam Plus GSM – Darmowe Wyznania. Zakościelny i Cieślak.


   Adres internetowy w WP. http://www.dlaczegonie.wp.pl
   Gdyby ktoś przypadkiem wszedł na http://www.dlaczegonie.pl na dole strony znajdzie odnośnik „zobacz koniecznie” i znane nam już http://www.dlaczegonie.wp.pl.


Tytuł Dzieła przez duże D. Zwróćcie uwagę na kolory:



i kolory sposnora



    …ale to przypadek.


   Z jednej strony świetnie, że powstają filmy, które mobilizują lud do kina, i parę osób ma z czego żyć, z drugiej szkoda że powielany jest ciągle ten sam schemat tylko dlatego, że się sprzedaje.


   Ktoś kto jeszcze nie widział tego filmu może przeczytać streszczenie, które na swojej stronie umieścił Mierzwiak.


„Piosenka. Piosenka. Reklama radia Zet. Piosenka. Piosenka. Piosenka. Reklama livebox tp. Klata Zakościelnego. Reklama Lexusa. Piosenka. Reklama Plus GSM. Klata Zakościelnego. Piosenka. Piosenka. Piosenka. Piosenka. Szlafroki. Piosenka. Reklama radia Zet #2. Reklama Wirtualnej Polski. Reklama Żywca. Piosenka. Piosenka. Napisy końcowe.”


—————————–
* – mężczyzna. Mężczyzną nie jest osoba, który daje o sobie mówić „Pysiu”, „Misiu”. Ostatnio w radio słyszałem życzenia wysłane jakiejś babeczce. Autor po napisaniu kilku banałów o tej.. tej no… o miłości, własnie. Więc autor po napisaniu kilku banałów o miłości podpisał się: „Twój Miś”. Miał to nieszczęście, że akurat przypadkowo słuchałem RMF-u, więc mogłem go wyśmiać prosto w głośnik.


** – niepotrzebne skreślić, w zależności, czy korzystamy z sił produkcyjnych TVP czy TVN.


*** – czyli taka dłuższa reklama.

DROGI PAMIĘTNICZKU…

   Dziś mieliście tu zastać długi felieton, ale wciąż odkrywam bezmiar swojej głupoty. Dziś, na przykład, zawiesił mi się komputer około 30 sekund po tym jak spławiłem swą myśl „Kriziątko złote, skoro tyle już napisałeś to może wciśnij <zapisz>?”


    Jak dzieje się zawsze gdy coś zgubimy, albo samo odchodzi tak twierdzę, że to był pewnie mój najlepszy tekst.


   Felieton udał się więc niedawno, do miejsca gdzie pewnie ma niebo lepiej niż pośród krizowych ziaren kawy.


   Zresztą pół minuty później (jak się uspokoiłem) duchową drogą mego felietonu do lepszego świata, podążyła obudowa komputera.


   Niewiele brakowało, żeby poszła tam cała ekselektroniczna pielgrzymka, bo klawiatura też już zaczynała pakować swoje grzeszki do walizek.


   Skończyło się jak zawsze na groźbach i (ku ostrzeżeniu pozostałych) na klawiszu F7.


    Teraz jestem w stanie, kiedy nie chce mi się już nic napisać.

POGOTOWIE TRUNKOWE

Pogotowie ratunkowe – dzielni chłopcy w czerwonych uniformach, pędzący na ratunek by wyrwać was ze szponów śmierci.


korzystaj tylko ze służb medycznych Kriza

Wybiegający ze swoich pomieszczeń już w trzy sekundy po tym jak zadzwoniliście pod 112 (a że nikt nie odbierał to pod 999)

Skoncentrowani, zwarci i bojowi. oi!

I nic nie spowolni ich ryczących bolidów. Żadna kałuża przyczajona cichutko przy dużych pieszych arteriach, żadne staruszki chyżo przemykające po przejściach dla pieszych.

No, generalnie nie do zatrzymania chłopaki są.

Chyba, że się benzyna w autku skończy

…lub w śmigłowcu.

Tyle z bajeczek. Bo naprawdę jest trochę inaczej.

Wyobraź sobie, że kupiłeś, czytelniku, chlebek w sklepie (akcja toczy się w dużym mieście*) i posuwasz się powoli do swojego mieszkania w bloku. Jest ślisko.
Nagle tracisz równowagę, upadając uderzasz głową o metalowy podest budki telefonicznej. Podbiega do ciebie młody człowiek, żeby zobaczyć czy wszystko z tobą w porządku.
Jest w porzadku. Prawie. Podczas upadku pękła ci tętnica, żyła czy jakaś inna zakurwiście ważna rurka.
Na szczęście młody gość, który podbiegł potrafi przytomnie myśleć, dzwoni więc po pogotowie ratunkowe, udzielając wszystkich informacji.
Robi to wzorcowo, rodem ze szkoleń PCK.

Dokładna lokacja wypadku, stan poszkodowanego, wiek poszkodowanego. Chwilę później sam przystępuje do udzielenia ci pierwszej pomocy.

Myślisz sobie: "O w dupę. Było blisko."


Jesteś uratowany – mieszkasz w mieście, przechodzień ograniczył na jakiś czas krwawienie, za 10 minut (najpóźniej) podjedzie karetka, bon voyage, operacja i do domu.

nihuyah, pomyliłeś się.

Karetka nie przyjedzie, bo w tej opowieści masz więcej niż 50 lat.

Ostatnie w życiu zdziwienie, co?

Pal licho, gdyby to był mój dziadek. Mam udział w spadku 🙂
…ale jakiś mały frajer mógł zostać pozbawiony komputera/zegarka/roweru na komunie.

Historia jest prawdziwa i wydarzyła się niedawno w Krakowie.
Główny bohater przeżył cudem, tylko dlatego, że pół godziny później przejeżdżał patrol policji i drugim cudem, tenże patrol zainteresował się obywatelem i wezwał przez radio ambulans.

My jesteśmy młodzi, więc mogłoby to nam powiewać, ale ilu jeszcze Jasiów, Antków ma stracić wpływy z emerytur seniorów?

Jeśli myślicie, że załogi wybiegają do karetek od razu po zgłoszeniu, a dyspozytor naprowadza ich do was podczas jazdy, to żyjcie w tym swoim utopijnym świecie złudzeń, zapisujcie dziecie swoje do chórków, ufajcie politykom, nastawcie sobie Radio Maryja i nawzajem sobie serca oddajcie.

Powiem wam jak jest naprawdę. Do pokoju, w którym przebywa zespół medyczny przychodzi ktoś, żeby zgłosic wypadek, poparzenie czy zawał.
Ratownicy przyjmują zgłoszenie. Sciszają telewizor, dokańczają kanapki, któryś zaparzy sobie jeszcze kawę. Wyjdą spokojnie z tego pokoju za (może) 7 minut.

Może się zdarzyć, że oglądają pornola.

Radź sobie sam człowieku.

I filmik na happy end:

1 42 43 44 45 46 74