ODA DO MAMONY

Postanowiłem zając wasze dłonie czymś, do czasu opublikowania dłuższego wpisu (który przewiduję wrzucić koło poniedziałku).

Spotkajcie się zatem z poezją.
Wiersz ten, w większości, powstał wczoraj gdy wraz z kolegą Marcinem* szukaliśmy alternatywnych sposobów** zwiększenia zarówno zawartości kieszeń jak i żołądków.

Oto krwiożerczy bankomat, który musiałem błagać o gotówkę:

 

 

 

Błagam Cię o potężna i ponura maszyno

Wytoczyłem się z knajpy bo skończyło się wino

Ty zbywasz mnie ostatnio cholernym milczeniem

Czas zatem na rozmowę zTwoim wyświetlaciem

 

Jesteś dla mnie draniu chujem obesranym

Udajesz skurwielu kamień przed dziesiątym

Teraz chce kupić piwo i słodką wiśniówkę

Więc, kurwa, przydziel mi debet choćby na stówkę

 

Wsunę zaraz swoją platynową kartę

W metalem otoczoną kabelków stertę

Obdaruję Cię sowicie mlekiem i miodem

Tylko wypluj – bądź kurwa człowiekiem

 

Gdyby kogokolwiek interesowało – to skurwiel nie wypluł żadnej gotówki.

——————————————-

* – imię niezmienione.
** – alternatywnych dla, na przykład, próby wymontowania metalowych koszy na śmieci czy wymontowania metalowego tramwaju z metalowych torów.
Tak się to robi u nas w Krakowie.

 

OPIJTA PIT-a

Mój PIT właśnie konczy się drukować.

Zostały mi na szczęście aż 3 godziny, żeby go złożyć.

I z pomocą – paradoksalnie – przychodzi mi moja ukochana Poczta Polska. ("Czy pieniądze są prioritaire" – link)

 

UPDATE: Postanowiłem zmienić tytuł notki na "Poznajmy się" 🙂

Był temat o 'picie' i jak przystało na polaków wspaniale przeszliśmy na temat picia a niektórzy przeszli w stan opicia (bardzo mała cząstka nas ale ta najważniejsza i najcenniejsza – czyli ja).

 

PAJONK

   Dziś niedziela rano. Siedzę właśnie z herbatą przy komputerze i zastanawiam się kiedy wrzucić przygotowany wpis.


   Siedzę z pyszną, gorącą herbatą importowaną z Anglii, na którą jeszcze 10 minut temu miałem cholerną ochotę, lecz jej nie pije. Dosłownie przed chwilą jakiś kaleki pająk odpadł od sufitu i wpadł mi centralnie do kubka.
   Nie pytajcie mnie jak to możliwe, że pająki odpadają od sufitów.


   Nie wiem czy się poślizgnął, czy budował sobie nowy dom, skoczył na bandżi i urwała mu się linka.


   Może to było samobósjtwo, zostawiła go jakaś pajęczyca i zabrała jego dzieci do pajęczyny swojej mamusi?


   Zapytać go już nie mogę – to była świeżo zaparzona herbata.*


   Miał pecha. Dwa centymetry obok i byłby tylko trochę oszołomiony i zdziwiony.


   A ja miałbym mięsko na kanapkę.

1 37 38 39 40 41 74