Archive of ‘Życie’ category

KRIZ NAJEŻDŻA WARSZAWĘ

Czy krakusi lubią Warszawę?

Warszawa. Stolica Polski. Siedziba rządu, kolebka nierządu i miejsce gdzie ukradną ci nawet pasek rozrządu.

W Warszawie byłem już parokrotnie – jestem w końcu prawdziwym krakusem i w swoim życiu najważniejsze pielgrzymki mam już za sobą.
Dzieckiem będąc odwiedziłem Klasztor Jasnogórski w Częstochowie; niegodziwą stopę postawiłem w Sandomierzu – mieście, w którym sprawiedliwość wymierza osobiście Ojciec Mateusz; Pan Ojciec zawiózł mnie także do Warszawy, najpierw żebym zobaczył ruchome schody, a gdy dorosłem to pokazał mi także metro; piłem w Spale, spałem w Pile i to jak na razie tyle.



Kolejnym wycieczkom do Warszawy mówiłem konsekwentnie „NIE” i przez kolejnych 12 lat i stolicę widywałem przelotnie tylko dlatego, że Centralny jej organ pochłaniał i wypluwał wszystkie pociągi toczące się spokojnie nad polskie morze.
Raz nawet pochłonął mój plecak.

A może jednak? 

Wyjątek zrobiłem dla Anastazji z Warszawy. W 3 godziny i 55 minut przeprawiłem się do stolicy. Wyżyny i niziny migały za oknami pociągu, a rozlewiska i bagna chlupały pod butami w toalecie.
Moja miłość do Anastazji uleciała w 30 sekund gdy powiedziała Krizowi (który kocha się włóczyć po zakamarkach i zabytkach), że najfajniejszym miejscem, które może mi pokazać w stolicy jest Galeria Handlowa Złote Tarasy.
Jak dobrze, że miłość trzymałem w folderze /temp…
Przewodnik po stolicy został więc znowu odstawiony do szuflady.

Do czasu aż pojawiła się ONA:

Seg

 

Segritta

Warszawę zaczynam ostatnio lubić. Duża w tym zasługa Segritty, która po raz kolejny udostępniła mi swoje rurzowe wnętrza…

Mowa tu oczywiście o radosnym pokoju siostry Seg, który na czas nalotu mojego i Ygritte zamieniony został w kwaterę główną Kriza. 

Dlaczego „rurzowy”? 

Kriz i Lol

Na zdjęciu powyżej widać jak przygotowuję ten wpis w towarzystwie psa na godziny od Seg.
Na zdjęciu poniżej widać kartkę umiejscowioną przy moim łóżku.

 

Dysponując niemal tygodniem wolnego czasu, mogłem eksplorować miasto, poznawać znane osobistości warszawskie (pozdro Andrzej Tucholski z jestKultura.pl, całuję w rączki Aniu Luboń), grać w planszówki (klik), poznawać koleżanki Seg, zamykać się przed koleżankami Seg w pokoju oraz rejestrować się na liście oczekujących na nową wątrobę.

Segritta jest najbardziej pozytywną dziewczyną z Warszawy jaką znam. Pewnie bym się w niej zakochał gdyby była ruda, młodsza, nie była alkoholiczką i rzadziej całowała się ze swoimi psami.

Niezmiennie jednak obecność Segritty robi mi dobrze*, ma świetny gust jeśli chodzi o zawartość barku/audioteki/filmoteki/biblioteki, przyrządziła (!) i przyniosła (!!!) do mojego pokoju najlepszą na świecie jajecznicę i ma ten kobiecy czar, który powodował, że gdy odzywała się do mnie w knajpie to wszyscy mężczyźni wokół mi zazdrościli.
Segritta posiada też drapieżnego żółwia, który wynajduje zupki chińskie.

Wybraliśmy się wspólnie parę razy „na miasto” i miałem okazję zobaczyć jak Seg podrywa mężczyzn. Jako pierwszy na miejscu zdarzenia starałem się udzielać koniecznej pomocy psychologicznej nieszczęśnikom.  

Nie mogłem się powstrzymać przed udowodnieniem mojej wspanialszej koleżance po fachu, że pogłoski o krakowskim skąpstwie to brednie. Zaprosiłem ją więc na romantyczny obiad do najdroższej żoliborskiej restauracji.

Seg & Kriz w restauracji

Po obiedzie wspomniała, że to najlepsza sucha bułka z oliwą jaką do tej pory jadła w życiu. Widelcem.

 

—————–

* – chociaż jeszcze nie sprecyzowałem czy na mój doskonały nastrój wpływały energia, uśmiech i inteligencja Seg czy bardziej chodzi o te trzy butelki whisky, które w siebie wlaliśmy.

 

 

AFERA HEJNAŁOWA

Rainbow in Poland

Uwielbiam dziennikarzy.
Gdy lekki samolot typu Cessna pieprznie w krzaki, bo pilot nie zaciągnął hamulca i poszedł się odlać, to mamy do czynienia z KATASTROFĄ SAMOLOTU.

Gdy Robert Kubica trafił po wypadku do szpitala to – dzięki śledzeniu serwisów informacyjnych – dowiadywałem się w kolejności, że jest:

  1. umierający
  2. żywy i połamany
  3. nie oddycha
  4. oddycha, informator widział
  5. amputują mu rękę
  6. być może
  7. jednak nie
  8. dziękujemy

Podoba mi się taki styl, lubię hiperbolizacje. Sam na to podrywam piękne i młode dziewczęta.
No dobra – nie dziewczyny tylko drzewa. Ale potężne dęby…no dobra…brzózki.
Dajmy może spokój mojemu życiu erotycznemu.

Wiecie czego nie lubię?

Nie cierpię ludzi z absolutnym brakiem dystansu do siebie.
‚Ale czemu on o tym pisze?’ – zapytał przypadkowy poszukiwacz porno, który zajrzał na mój blog.
Kriz napisał o tym gdyż przez krakowskie dzienniki przetoczyła się Afera Hejnałowa

Gazeta Krakowska

„Awantura o hejnalistę na kacu” –   napisał Onet,
„Filmik o skacowanym hejnaliście do sądu?” –  napisała Gazeta Krakowska

Gdy przeczytacie w tych artykułach wypowiedzi przedstawicieli miasta, straży pożarnej to pomyślicie dokładnie to co ja.

„Hejnalista Michał Kołton nawet nie stara się ukryć rozgoryczenia. – Ten film nam uwłacza – mówi dobitnie. – Obejrzało go tysiące ludzi i teraz mogą mieć przeświadczenie, że strażacy z wieży tylko piją i bumelują. A my naprawdę ciężko pracujemy. Ten film powinien zniknąć z internetu.”

„Ten film narusza wizerunek strażaka i sam hejnał – stwierdza Leszek Buczak, starszy kapitan.”
…i zapewne wasze myśli zawierają się w dwóch słowach:
ja pierdolę.

Naprawdę cieszę się, że dziennikarze poświęcili swój czas temu tematowi.

Dzięki temu więcej ludzi dowie się jak bardzo są nadęci ludzie, którzy dmą w trąbę.

HAPPY END

Kriz dotrzymuje obietnic, nawet jeśli się w życiu nie spodziewał, że będzie musiał ich dotrzymywać 🙂
Miejmy to już za sobą:

Cycek
Kriz i jego dyndająca kulka

 

 

‚fuj’ – powiedział przypadkowy poszukiwacz porno opuszczając blog i nie zdając sobie sprawy, że już wkrótce wytoczę mu proces za obrazę mojego imienia.

To premiera moich cycków, nie licząc faktu, że zostały wykorzystane w pewnym serwisie randkowym… ale przygodach z napalonymi Józkami udającymi Heleny będzie w kolejnych odcinkach.

 

 

 

KROWIA NAĆ

KOMUNIKAT—————SPECJALNY

W dniu dzisiejszym zostały ogłoszone wyniki w konkursie na reklamę banku BGŻ.

Pomyślałem, że warto Wam przekazać ten fakt, ponieważ nasza reklamówka zajęła pierwsze miejsce.

100 000 złotych zostanie wkrótce przekazane właściwym osobom.

Przyda się na waciki, dzięki 🙂

————KONIEC————

 

15 sierpnia 2007 roku Otwarta wysłała do mnie z Londynu list.

 

Wspomnianą korespondencję przesłała mi w odpowiedzi na moje aide-mémoire, w której przekazałem Otwartej zdjęcia jej wcześniejszego listu oprawionego w sosnową ramkę, dumnie prezentującego się na półce z moimi książkami.

 

Powyższy akapit nie ma związku z dalszą treścią, ale jest idealnym spójnikiem do zdjęcia, które zamierzam wkleić, żeby ocieplić mój wizerunek.

list otwarty

 

Napisała mi otwarcie:

„Krriz, czy Tobie też się mocno wydaje, że jesteś fajny? Głównie składasz się z boskiej męskiej irytacji, którą uwielbiam przede wszystkim”

Na moją irytację codziennie pracują skomplikowane mechanizmy rzeczywistości.
Musicie wiedzieć, że należę do tajemniczego gatunku osób, które gdy tylko wychylą nos ze swojej nory to cała energia wszechświata, zamiast skupiać na miotaniu asteroidami w planety, na których żyją jeszcze jakieś kosmodinozaury (czy co tam robią wszechświaty w wolnych chwilach) koncentruje się na nich. 
Im bardziej „stabilny” wyruszam w świat- tym więcej los podsuwa mi pod nogi wszelkich korzeni, płytek chodnikowych, dziur w jezdni czy zasp śniegu.

Ostatnio zaspa śniegu wjechała w mój, niemal stojący, pojazd.

 

Rozpadek

 

… ale co tam… i tak chciałem wymienić zderzak oraz zakonserwować trudno dostępne miejsa na czas zimy.

 

Gdybym naszprycował się walerianą to mogę być pewnym, że na mojej drodze roziskrzy się zjawisko o prawdopodobieństwu zdarzenia jeden na milion.

Działają wtedy te same złożone zasady Świata Dysku czy filmów sensacyjnych z agentami Jej Królewskiej Mości*, czyli prawdopodobieństwo zaistnienia sytuacji jednej na milion wynosi dziewięć przypadków na dziesięć.

Odłóżmy na kiedy indziej moje cudowne koincydencje, wypadki, katastrofy, wyróżnienia, pomyłki, przyznane nagrody lub programy telewizyjne czy koła autobusów, które nie powinny przecież toczyć się przede mną bez współudziału dosyć chyba istotnego współpartnera jakim jest reszta autobusu.

Spuśćmy też zasłonę milczenia na moje romanse i życie płciowe, bo tu dopiero kosmos ma wyobraźnie i pole** do popisu.

 


„To się nieźle sprzeda na moim blogu!”

 

Dzisiejsze i kolejne wpisy będą natomiast o tym co mnie irytuje na codzień.

Dawno nie było tekstów o takim charakterze, więc dla niektórych czytelników będzie to wspomień czar.

Przed wami:

LISTA IM. KROWIEJ NACI:

MIEJSCE 6

Wszyscy pozostali uczestnicy ruchu drogowego.

 

Czy potraficie wyjechać na ulicę Warszawy, Krakowa, Wrocławia i pozostać bezkresną oazą spokoju?
To właśnie w ruchu drogowym spotykamy się na każdym korku z koncentratem głupoty ludzkiej w puszce.
Czasem mijamy już tylko przecier.

– Kierunkowskaz. Według zdumiewającej większości jest to idealne narzędzie do zakomunikowania innym, że pan WŁAŚNIE skręca.
Lub nie.

To ja ci dziękuję za takie wskazanie kierunku… a po jaką cholerę po nocach rozwiązywałem tyle krzyżówek drogowych w testach na kartę rowerową?! Żebyś ty mi tu, teraz, ten, temu, tak po szachownicy skakał, przesuwał?

 

Wjeżdżanie i opuszczanie skrzyżowań. Zawsze ten sam scenariusz.  Wpierdolić się i stanąć na środku skrzyżowania. Dumny bo go czerwone światło nie złapało.
A cała reszta stoi jak ten wół przed zielonym sygnalizatorem i czeka. Liczę sekundy, bo ja już wiem, ja już czuję, że gdy zapali mi się na powrót czerwone to on opuści środek skrzyżowania, ale żeby zrobić miejsce jemu podobnym.

 

Mogę co najwyżej ze złości psikać spryskiwaczem***

 

– Piesi. Tu sprawa jest już prostsza z powodu różnic kalibrowych.
Emeryci to jeden punkt, za okularników liczę sobe dwa, piesi w kapeluszach za trzy. Uderzenie w matkę z dzieckiem w wózku to oczywiście potrójny bonus punktowy. Poczwórny jeśli w wózku była też babcia w okularach i kapeluszu. Za pijanych studentów AGH odejmuję sobie 10 punktów****

 

– Nieżyczliwi kierowcy. To ci, którzy na drodze z pierwszeństwem przejazdu nigdy cię nie wpuszczą gdy stoisz na podporządkowanej.

 

– Życzliwi kierowcy. To ci, którzy na drodze z pierwszeństwem przejazdu jadą dokładnie przed tobą i co chwilę zatrzymują się, żeby wpuścić kogoś z podporządkowanej.

 

Nawiasem mówiąc, pochwalę się troszkę, po pięciu latach prowadzenia pojazdów walczę wreszcie o nadanie mi oficjalnego prawa jazdy.

 

Policjant mi kazał 🙂 Ale to też opowieść na zaś…

 

Kolejne miejsca wkrótce.

———————–

* – Agenta Jej Królewskiej Mości oraz Toma Cruise’a nie da się trafić z karabinu maszynowego z odległości 5 metrów. Miliardy terrorystów/statystów przekonało się o tym, że zjawisko to, niestety, nie działa w drugą stronę.

** – dwór.

*** – spryskiwacz jest uruchamiany klaksonem. Chaotyczny Pojazd Master Kriza tak ma.

**** – zabawa jest fajna dopóki na drogę nie wyjdzie nam ciężkozbrojny rycerz z 16 wieku. To się zdarza rzadko*****

*****- ten zderzak odpadł, przyrzekam,  przez zaspę!

 

 

1 2 3 4 5 17