Archive of ‘Życie’ category

PAJONK

   Dziś niedziela rano. Siedzę właśnie z herbatą przy komputerze i zastanawiam się kiedy wrzucić przygotowany wpis.


   Siedzę z pyszną, gorącą herbatą importowaną z Anglii, na którą jeszcze 10 minut temu miałem cholerną ochotę, lecz jej nie pije. Dosłownie przed chwilą jakiś kaleki pająk odpadł od sufitu i wpadł mi centralnie do kubka.
   Nie pytajcie mnie jak to możliwe, że pająki odpadają od sufitów.


   Nie wiem czy się poślizgnął, czy budował sobie nowy dom, skoczył na bandżi i urwała mu się linka.


   Może to było samobósjtwo, zostawiła go jakaś pajęczyca i zabrała jego dzieci do pajęczyny swojej mamusi?


   Zapytać go już nie mogę – to była świeżo zaparzona herbata.*


   Miał pecha. Dwa centymetry obok i byłby tylko trochę oszołomiony i zdziwiony.


   A ja miałbym mięsko na kanapkę.

AaaaTRAKCYJNY KRAKÓW SPRZEDAM

   Ogłoszenie drobne:
aaatrakcyjne części miasta sprzedamy. Urząd Miasta.

   Nastały cieplejsze dni i Kriz postanowił przewietrzyć swoje stęchłe ciało.
W zeszły weekend też je chciałem przewietrzyć. Pomyśłałem – połączę przyjemne z pożytecznym i zgodzę się pomóc kumplowi w pracy w terenie.

   Znajomy postawił sobie parking, w lesie wolskim, w pobliżu ogrodu zoologicznego. Było gorąco, był weekend, byłem blady jak syn młynarza więc nie odmówiłem.
Moje przewietrzanie skończyło się na tym, że wieczorem z mojej niebieskiej koszulki herbu „P” mogłem wyciskać spaliny, kurz i pot, a gdy dzisiaj stanąlem z nagim torsem przed lustrem, wyglądałem jak indianin w białym t-shircie.*

  Dlatego więcej nadziei pokładałem w mojej wczorajszej wyprawie na Bulwary Wiślane.

 Nazywają się tak dlatego, że są to bulwary i są umiejscowione nad Wisłą.

  Wróć.

  Nazywały się tak dlatego, że były bulwarami i były nad Wisłą.

  Teraz już nie są starymi, poczciwymi Bulwarami Wiślanymi. Od niedawna to miejsce nazywa się:

   Czyli niedawno wybrałem się pospacerować „ścieżką biegową Nike”.
Przyznam, że  pomysł tworzenia w Krakowie miejsc, gdzie obywatele mogliby rozruszać swoje bardziej i mniej tłuste tyłki, jest szczytny.
Tworzenie czegoś na kształt Centrum Aktywnego Wypoczynku (boiska piłkarskie, tenisowe, hala, siłownia) jest w porządku. Rozwijanie Parku Jordana jest w porządku. Budowa aren piłkarskich jest w porządku. To wszystko są szczytne pomysły. I jeśli miastu nie chce się wydawać funduszy na tego rodzaju inwestycje, nie mam nic przeciwko, żeby pozyskiwało inwestorów z zewnątrz.
Zbudowanie toru kajakarskiego jest ciekawą ideą. Nie chce się wydać na to własnych funduszy? To wybudujmy Tor Kajakarski im. Wiosłex S.A.
Niech producent wioseł dorzuci się do miejskiej inwestycji w zamian za nazwanie obiektu.

   Ale, kurwa mać, jak się staram to nie pojmuje jaka, do kurwy nędzy, szczytna idea przyświecała w zamianie mojej ukochanej, poczciwej i istniejącej ścieżki asfaltowej na ścieżkę asfaltową usraną co kilka metrów logiem firmy odzieżowej!

   Jak miasto wielkości Krakowa, może się tak kurwić? Nie wiem jeszcze co miasto dostało w zamian (i ilu urzędników) za nazwanie ładnych, zielonych rekreacyjnych terenów MIEJSKICH, nazwą prywatnej firmy.
Wybaczyłbym gdyby ta firma coś z tymi terenami zrobiła, wpompowała tam kasę albo przelali na moje konto 1000 złotych. Wybaczyłbym.
Ale jedyne co ja zauważyłem to obsranie co kilka metrów ścieżki swoim logo.

   Jest jeszcze jeden pomysł, który urzędnikom miejskim na pewno się spodoba


cocaobwarzanki 🙂

   Jak informuje Gazeta Wyborcza (link) Coca – Cola w zamian za wyłożenie pięniędzy na jubileusz miasta chciałaby, żeby wszystkie wózki sprzedające obwarzanki (ja wam dam, kurwa, precle) były koloru czerwonego z dużym logo producenta napoju i z czerwoną parasolką. Przy wózku sprzedawałoby się też napoje tegoż.

  Wiem, że plastyk miejski – szanowny pan Jacek Stokłosa – nie zgodzi się na tak bzdurne, oczojebne reklamy, ale urzędnicy niestety mogą.

  Ja się boję, że już niedługo zmienią nazwę Krakowa (w zamian za dostawy jedzenie do szkół) na:

  • Pyszny Wawel
  • Alpen Gold Kraków
  • Karków (Karczek) Constar
  • Crak Eko Drogi S.A. 

  I nie pierdolcie, że znowu hiperbolizuję 🙂

 

SONDA
Czy duże miasta powinny zdobywać w taki sposób fundusze?

Tak. Uważam, że to dobry sposób
Absolutnie nie. Są inne sposoby, wystarczy ruszyć głową
~~~aNi tAK, AnI niE~~~

————————–
* – jestem czerwony od końca palców do łokcia i od czubka głowy do szyi.

WYŻERKA.

   Zostałem podcholowany w stronę czołówki najlepszych polskich blogów i zamierzam ten fakt wykorzystać. Stąd parę zmian.
Dokładnie jedna.
Ale starannie przemyślana.
Ponad pół roku nad nią pracowałem.*
I dziś TO zrobiłem – zamieniłem w opcjach tytuł z opisem bloga 🙂

Większość moich starszych czytelników, którzy prawie rok próbują zrozumieć o co mi chodzi i prawie rok poznawali mój „żywiołowy” sposób działania na tym blogu domyślają się, że jest to jedna z najbardziej zaskakujących rzeczy jakie tu się wydarzyły.

Tuż po wprowadzeniu niebieskiej linii odzielającej poszczególne komentarze w sierpniu 2006 roku i pogrubieniu tej linii w grudniu 2006 roku było to wydarzenie historyczne.

  Świeże mięsko proszone jest o wyruszenie w krótki Rejs po Zasadach Użytkowania Bloga (klik)

A ja dziś chciałem się wam pochwalić co niedawno zeżarłem.

   Przed państwem kiełbasa staropolska:


to białe na wierzchu to tłuszcz 🙂

   Skoro postanowiłem otworzyć ten słoik to musiałem być zdesperowany. Wierzycie mi, prawda?
Od czasów słynnej endziorówki** dawno nie zatapiałem łyżki z większą niepewnością.
Stwierdzenie „zjadłbym konia z kopytami” nabiera w takich przypadkach nowego znaczenia. Zawisa realna groźba znaczenia bardzo dosłownego i bardzo chrupiącego.

   Posmarowałem sobie tym kanapkę. Powąchałem. Przez autołaskę (łaskę dla samego siebie) położyłem na kromce chleba jeszcze pomidora, ogórka, cebulę. Powąchałem***. Zjadłem.

   I wiecie co? Było naprawdę zajebiste. W trzy dni zeżarłem 3/4 słoika.
Czwartego dnia Pan odpoczął.

   Dawno nie jadłem tak pysznej kiełbasy – bałem się jej spróbować bo była w słoiku, była jednolitej konsystencji i przy wkładaniu noża wypływał na powierzchnię tłuszcz – z drugiej strony byłem głodny.

  Wyjątkowo w tym przypadku – liczyło się wnętrze, nie opakowanie.

   Na zawartość tego półkilogramowego słoika składało się:

  1. mięso
  2. przyprawy

   Nie było żadnych konserwantów, substancji wzmacniających smak i zapach. I trzeba było zjeść w 72 godziny po otwarciu bo się psuło.

  Teraz koło mnie leży ładne opakowanie Polskiej Szynki. Smak fatalny, a zawartośc?

  1. mięso wieprzowe 50%
  2. woda
  3. mięso wołowe 7%
  4. mąka ziemniaczana
  5. sól
  6. białko sojowe
  7. cukier
  8. przyprawy
  9. stabilizatory E451i oraz E452i
  10. przeciwutleniacz E316
  11. wzmacniacz smaku E621
  12. konserwant E250

   Panie, Panowie i skurwiałe dzieci neostrady… Nigdy nie sądziłem, że ja Kriz to powiem:

   Nie tylko wygląd się liczy.

  ———————————
* – Ponad pół roku temu też wylądowałem w top 100. Nic nie pisałem, nie zmieniałem tytułu i do dziś nie mam pojęcia dlaczego wypadłem z listy. Przez pół roku zastanawiałem się gdzie popełniłem błąd…

** – Czym jest endziorówka nie wie nikt. Teoretycznie powinna to być zupa, ale szef kuchni Endzior wrzuca tam chyba wszystko co mu wpadnie w ręce. Jest gęsta, pływa tam pełno różnych kawałków mięsa, makaronu, fasoli, pieprzu… (przed tym wpisem ją wpierdalałem – link)

*** – zawsze wącham obiekt przed wsadzeniem języka. zawsze.

1 14 15 16 17