Archive of ‘Opowiadania’ category

WYJŚCIE EWAKUACYJNE

Nie ma za co żyć, nie ma za co umierać.
Napisałem kiedyś, że gdybym miał wystartować w konkursie dla osób, które najczęściej zajmują miejsce tuż za podium to prawdopodobnie zająłbym w nim 4 miejsce.
Nigdy ostatni, nigdy pierwszy. Hej Kriz to chyba śni ci się życie.

Życie.
Pewien facet, naukowiec i laureat nagrody Nobla zresztą, całe życie szukał tajemnicy życia w komórkach, później w atomach, później w elektronach. A później umarł i życie przelało mu się przez palce.
Zdarza się.

2002. Wieczór. Schody do klubu muzycznego. Kraków.

Ochroniarz – selekcjoner, który jeszcze 10 lat temu byłby dla mnie intelektualną przeszkodą, siedzi na składanym wędkarskim krzesełku. Krzesełko ugina się pod argumentem 120 kilogramowej mięsistej tablicy Mendelejewa.

W greckiej mitologii była sobie Sfinks. Sfinks zadawała zagadkę napotkanym ludziom. Za brak poprawnej odpowiedzi zrzucała w przepaść. A może pożerała? Prokuratura nie odnalazła żyjących świadków przestępstwa, więc nie wiadomo.

Ochroniarz – selekcjoner. Szkolony zaocznie w temacie mody.
10 lat temu żądał okazania dowodu osobistego co miało być dowodem posiadania na karku co najmniej 18 lat doświadczenia życiowego. Osiemnasto-jakiego kurwa doświadczenia? No życiowego panie autorze, życiowego.

2012 rok. Ochroniarz patrzy na moją gębę. Omiata wzrokiem mój zbiór doświadczenia życiowego. Tak dużego, że poszczególne elementy tegoż utworzyły własne autonomiczne państwa.
Zarost – tydzień walki o niepodległość.
Usta – zaciśnięte i popękane.
Czoło – zbiorowa mogiła doświadczeń całego ciała. Uporządkowana i równo orana. Nikt zresztą skóry na czole o zdanie nigdy nie zapytał czy można w niej chować minione zmartwienia.
Włosy – lubię wierzyć, że są kruczoczarne. Włosy jednak coraz częściej zbierają się pod wodzą zbuntowanych srebrnych sztandarów.
Oczy – dowód osobisty twierdzi, że zielone. Wpisałem tak w formularzu, żeby oszukać państwo. Dla jaj. Punk’s not dead i te sprawy.  Jako obywatel – świeżak nie wiedziałem, że przez kolejnych 10 lat to państwo będzie oszukiwać mnie. Kurwa mać.

Nawet ochroniarz – selekcjoner widzi. Nie ma co prosić o dowód osobisty. Zrzuca mnie w przepaść. Mogę wejść i zejść.

Miasto moje – w tobie moje niepokoje.
Wieczór. Schody do klubu muzycznego. Najpierw dźwięk. Światło. Kamera.
Akcja.

Idę odwiedzić swoją przeszłość. Schodzę powoli. Kamienne ściany się nie zmieniły.
Mijam nastolatków zlizujących z siebie pot.

Wchodzę do głównej sali. Siadam przy barze. Zamawiam jałowcówkę. Oczami pokazuję opalonej blondynce przysuwającej się do mnie, że nie jestem nią zainteresowany.

Idę polować na współczesne historie. Siadam przy stoliku w kącie.

„Jesteśmy właścicielami wytwórni muzycznej. No nie słyszałyście o nas, bo ona za granicą działa. Jesteście takie słodkie kociaki, że chętnie byśmy was zaprosili. A umiecie śpiewać? Bo ja to bym was wziął wcześniej na casting. hahaha.”

„Misiu, ale ja cię kocham naprawdę. Z Wojtkiem to było tak, że trochę się najebałam i widzisz, nie gniewaj się, bo to nie byłam ja w tym moim ciele wtedy, wiesz misiu?”

„Obczaj tego w kącie co tam siedzi z drinem. Słodziak, co? Potańczę z nim, wygląda na takiego co może załatwić pikse”

„Ej mała, masz zajebiste ciałko, wiesz? Nie układa mi się ostatnio w życiu, dziewczyna mnie ostatnio odejszła z innym, dziwka. Czy długo z nią byłem? W chuj. 6 miesięcy byłoby dzisiaj. W chuj poważnie to traktowałem, wiesz maleńka. Zabawimy się?”

”   – W nocy sobie śpię, śpię, śpię.
    – Ja też, ja też!
    – A w dzień sobie chodzę, chodzę.
    – I ja, i ja!
    – A w nocy sobie śpię, śpię, śpię.
    – Ja też, ja też!
    – A w dzień sobie chodzę, chodzę.
    – I ja, i ja!
    – No, śniadanie jem, jem, jem.
    – Tak? Tak?
    – A w sklepie kupuję, kupuję.
    – Tak? Super!”

 

Szarańcza pożera olbrzymów.
Wstaję zły. Zły na siebie. Przecież te historie i ich autorzy, zawsze mnie bawiły. Dziś jest inaczej.

Wchodzę do toalety. Z kabiny obok słyszę szuranie dwóch ciał i szept „kochanie nie mam gumek, zdążysz wyjąć?”
Co za ponury absurd… Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?

b17

Wystarczy brak wzorców w rodzinie, żeby wyprodukować dysfunkcyjnego osobnika.
Później jest jeszcze lot wszystkich osobników nad terenami, z których prowadzony jest nieustanny ostrzał. Niebanalne szkoły, psychopatyczni nauczyciele, nieumyte akwarium i barwne osiedla napierdalają ze swoich dział, żeby podziurawić osobnika idącego, mniej lub bardziej, równym kursem.
Podziurawione osobniki docierają nad tereny lęgowe gdzie spotykają się z innymi podziurawionymi osobnikami płci przeciwnej i poszukując należnej im po ciężkim locie przyjemności, przy paru orgazmach, tworzą kolejny latający wrak. Co za absurd życia.


Wychodzę z oszczanego kibla i kieruję się do wyjścia ewakuacyjnego.

 Wyjście ewakuacyjne

 

 

OPOWIEM WAM HISTORIĘ

Opowiem wam historię.

Gdybym został pisarzem to właśnie w ten sposób chciałbym rozpoczynać swoje opowiadania.
Kończyłbym je natomiast przypadkiem. Przypadkowym zwrotem akcji wykańczałbym bohaterów, obdarzonych unikalnymi cechami charakteru, ale przecież stworzonych przeze mnie do tych moich opowieści.
Razem z postaciami rodziłaby się i ginęła ich wyobraźnia oraz wolna wola.

 

Wolna wola. Moje ubiegłe opowiadanie musiałem zakończyć w połowie.
Mimo że miałem pomysł na dalsze strony. W planach było nawet rozwinięcie wątku erotycznego.
Czytelnicy lubią wątki erotyczne.
Wymyślony i napisany przeze mnie bohater, obdarzony wymyśloną przez mnie wolną wolą, popełnił jednak czyn bardzo głupi i bardzo śmiertelny.
Mógłbym nawet pomyśleć, że zrobił to specjalnie, czyli że było to samobójstwo.
Może wyobraźnia, którą mu stworzyłem, przekonała go do wyrwania się z kajdan fikcji literackiej?
Ciekawe gdzie trafił po śmierci?

 

Jeśli Bóg istnieje, to ja – autor opowiadania, w którym bohater samodzielnie umiera przed puentą – wiem dlaczego nie lubi samobójców.
Samobójcy niemile psują ciąg logicznie następujących zdarzeń.

 

Musiałem zniszczyć moje opowiadanie, bo sugerowałoby czytelnikowi, że życie jest pozbawione sensu.
Mój wyimaginowany bohater, imieniem Piotr, mógł z tragicznym skutkiem przekonać człowieka o prawdziwym imieniu i nazwisku, żeby rozpruł kajdany życia.
Kto byłby zabójcą – Kriz czy Piotr?
I czy Bóg byłby tak samo wkurwiony jak ja?

 

Ale…

 

Opowiem wam inną historię.
Był sobie bardzo stary człowiek, który kochał filmy.
Wyglądał prawie tak:

kinowy dziadek

 

Miał długą i gęstą brodę.
Wyglądał jak Święty Mikołaj, którego ktoś okradł z prezentów i kolorów.
Dlaczego? Bo był bezdomny.
„Och, Kriz to ważny szczegół…mogłeś wspomnieć o tym na początku”
Dziadek był bezdomny, szary i stary. I kochał filmy.

Ludzie bezdomni nie oglądają telewizji dokładnie z tych samych przyczyn, z jakich nie piorą swoich ubrań.

Dziadek był bezdomny, szary, stary, śmierdział brakiem ciepłego domu, w którym miałby sprzęt gospodarstwa domowego. I kochał filmy.
Przychodził więc dwa razy (albo i częściej) w miesiącu do kina Cinema City, w którym dawno temu pracowałem.
Wszyscy go znali. Nikt nie wie skąd brał pieniądze, ale zawsze płacił monetami.

Nigdy nie przyszedł pijany.

Tamtejsze kasjerki nie ignorowały go z powodu zapachu czy nie przystającej do lokalu rozrywkowego szarości.
Sprzedawały dziadkowi bilet studencki. Ja kazałem barmanom sypać mi darmowy mały kubełek popcornu, sponsorowany przez operatora sieci Heyah, następnie przekazywałem przekąskę temu człowiekowi.

Wiecie co najpiękniejszego i najbardziej wzruszającego zapamiętałem?
Wiedział, że nie pachnie fiołkami. Wiedział, że na sali może pojawić się dama krzycząca „wyprowadźcie tego śmiecia, to skandal, tu są moje dzieci”.
Wiecie, że takich ludzi można wszędzie spotkać.

Dlatego staruszek zawsze kupował najgorsze miejsca – miejsca, których nikt nigdy nie kupuje –  z przodu i z boku.

miejsca kino

A wiecie co ja robiłem? Przychodziłem na salę i patrzyłem jak film tańczy w jego błyszczących oczach.

 

 

Och, zapomniałbym.

Jest też i koniec tej opowiastki, a wygląda tak:

Po którejś z bardziej mroźnych nocy dziadek przestał przychodzić.

 

ktoś

 

 

Napisałem na początku, ze gdybym był sławnym pisarzem, to moje książki z wymyślonymi przez mnie bohaterami zaczynałbym od zwrotu „opowiem wam historię”.
Tak też rozpocząłem opowieść o kinowym dziadku.

 

Jaka szkoda, że to nie ja wymyśliłem to opowiadanie.
Jaka szkoda, że to wydarzyło się naprawdę.

 

grobek

 

NOC Z KOBIETA

Noc z kobietą jest kontynuacją tekstu „Bunkier Kriza” dostępnego tylko w dobrych salonach prasowych i tu (klik)





Godzina 22.oo czasu na prawo od Greenwich.
Gdzieś w kosmosie…


Piękne ujęcie na planetę matkę naszą dryfującą w kosmosie. Kamera przesuwa się coraz bardziej w kierunku Ziemi. Płynny i wyglądający na kosztowny ruch sprzętu rejestrującego ukazuje nam detale krowiego placka na niebieskim tle. To kwitnie Europa. Kamera opada coraz bardziej i coraz bardziej pozbywając się kosmicznej ramki (zapewne także kosmicznie kosztownej), widzimy już tylko kontynent i niebieski ocean.
Piękny efekt, na który Kriz zaciągnął kredyt we frankach szwajcarskich, ukazuje wam teraz zielony dywan środkowoeuropejski.
Kamera pewnie prowadzona opada coraz niżej…





Tak! A oto południe naszego kraju. Opadająca kamera rejestruje pięknie rysujące się Tatry.
– Gówno widać a nie Tatry – powiedział operator przywiązany do spadającej z nieba kamery.



W centralnym punkcie obrazu pojawia się czarna kupa, którą przecina czarna wstążka.
To Kraków – znane na cały świat siedlisko królów polskich, smoków i jedwabników. Miasto o imperialnych ambicjach, jedynie tymczasowo eksporter obwarzanków i podwawelskiej.



Do kamery widocznie zbliża się część miasta na południe od Wisły.
Tak, ach ach, to miejsce, w którym zaczynają się opiewane przez poetów Karpaty.



Na obrazie możemy już rozpoznać czerwone dachy budynków, białe dymiące kominy, a już za chwilę w ujęciu, które jest najdroższą produkcją w historii jakiegokolwiek bloga z najlepszej platformy blox, oczom waszym ukaże się czerwony dach willi Kriza, w której toczy się dzisiejsze opowiadanie…


-Chuj się jego ukaże, źle se kurwa wymierzyłem – dodał z trudem, targany wiatrem operator.



  I tak projekt „Kriz jądrem Krakowa”, na który państwowy Instytut Sztuki Filmowej przeznaczył 225 milionów euro, przy którym współpracowała sama NASA, do którego zaangażowano najlepszego operatora prosto z planu Kroniki Krakowskiej, a sam Autor powiększył debet na swoim koncie do minus pięciu złotych i czterdziestu siedmiu groszy…
…spektakularnym mlaśnięciem zakończył się w dziale rybnym krakowskiego Carrefoura.
Dokładniej wśród karpi.



Tymczasem 1200 metrów obok także coś mlasnęło:


Pokój Kriza, parter, godzina 22.1o.


– Słyszałeś? Coś mlasnęło za oknem! – powiedziała Ewa* siedząca nabliżej okna
– To pewnie operator – odpowiedział mylnie Kriz siedzący na swoim łóżku, które składało się z materaca i podłogi pod materacem.
– Kto?! Nieważne powiedz mi raczej… Hej, coś przeleciało za oknem!
– Operatorzy lubią czasem coś przelecie…
– Nie – przerwała – to była jakaś ośmiornica! – powiedziała podejrzliwie zbliżając nos do szyby
– Mówię, że operatorzy lubią czasem coś…. – zaczął Kriz, dłubiąc w jakichś notatkach.
– Możesz to sprawdzić? Może jakiś ptaszek złamał skrzydełko i spadł z dachu i trzeba mu pomóc? – spojrzała na niego lekko szklącymi się oczyma.


„Tak, kurwa, w środku nocy. Pewnie zasnął i się spierdolił  z dachu” pomyślał podnosząc się z legowiska, które po oficjalnym nazwaniu go łóżkiem było prawdopodobnie najbardziej dumnym materacem w całej Polsce.
Autor otworzył swoje okno na parterze i spojrzał w dół.


– Żadna ośmiornica, żadne gołąbki, tylko spaghetti, chyba po bolońsku. – ocenił – Sąsiad z góry znowu zaprosił kogoś na zrobioną przez siebie kolację i hmm… na chwilę wyszedł do toalety… Kobiety uczą się przy nim na pewno refleksu.


Śpimy razem na materacu? – zapytała
…W łóżku. Tak i nie pogniewam się jeśli weźmiesz prysznic. 


W czasie gdy Ewa poszła skorzystać z toalety, Kriz przygotował świeżą pościel. Ładną w kwiatki.

– Krrrriz?
– Tak Ewo?
– Mieszkasz ze współlokatorkami, które jak rozumiem wyjechały.
– Si. One mają osobny pokój to dlatego w moim jest taki porządek 🙂
– Znalazłam wasz kubek na szczoteczki do zębów.
– Brawo
– Wiesz po co fabryki produkują szczoteczki w różnych kolorach?
– W twoim kontekście mówi się „czemu” nie „po co”
– Czemu?
– Bo tak brzmi lepiej, sądzę
– Nie czemu „czemu” tylko czemu różne kolory?
– Ażeby zarabiać
– Ażeby sie nie myliły konsumentom gdy z nich korzystają
– Dupa tam.
– Macie wspólny kubeczek na szczoteczki a w nim macie trzy niebieskie szczoteczki do zębów. Wiedziałeś o tym?
– To dlatego zawsze gdy sięgam do kubka to za pierwszym razem udaje mi się wyciągnąć moją szczoteczkę! A myślałem, że mam taką magiczną moc.


Kraków, podłoga Kriza, godzina 22.35
Znaczy materac.
Jeszcze raz.

Pokój Kriza, łoże jego zacne, godzina 22.35


Po mniej więcej 15 minutach wkurwiającego wiercenia się Ewy, Autor nie wytrzymał:


Pokój Kriza, łoże jego, godzina 22.35 + 15 minut


– Czemu się tak wkurwiająco wiercisz? Śpijżesz**
– Coś dużego mnie uwiera w pośladek
– No to na pewno nie ja
– Co to jest? – Spytała wyciągając rakietę tenisową spod kołdry.
– Rakieta tenisowa – odpowiedział Kriz, który czerpał przyjemność z odpowiadania na cudze pytania retoryczne – Mam jeszcze drugą do badmintona – dodał z dumą w głosie.
– Krizzz. Nie mogę rozprostować nóg
– Nie moja wina, że masz dłuższe niż ja.
– Co to jest to zimne i podłużne?
– Moja pała
– ?
– Metalowy drążek do podciągania się. Służy do celów obronnych.
– W łóżku?!
– Kiedyś może się przydać.
 Dobra dość – wstała i zapaliła światło – Na cholerę ci tyle pierdół? Wiesz dlaczego nie mogę rozprostować nóg?
– Bo leży tam piłka?
– …
– Czysta jest. Popatrz jest napisane „Premier League” i autograf zna…
– Co to jest? PINGWINEK?!
– Jestem wrażliwym mężczyzną XXI wieku. Nie mogę go tak na mróz… 🙂



– A to? – spytała wskazując na stos książek.
– Stos książek, zawsze czytam parę naraz
– Duży rozstrzał dzieł:  „Psychologia Społeczna”, „Wielki Orgazm”, „Zarys Dziejów Polskich” i Dilbert – cynizm można było czerpać wiadrami z tonu jej głosu -Jakimś cudem jakże podobnych sobie Kapuścińskiego i Markiza de Sade rozdziela twój kalendarz… z 2008 roku. A „Szkolenie z biezpieczeństwa informacji” musisz to tu trzymać?
– Nawet nie wiesz jak się przy tym dobrze zasypia…




– Dosyć robię porządek! – ton jej głosu był tak ostry, że najlepiej byłoby wylać cynizm i włożyć sobie wspomniane już wiadro na głowę


Tylko kobieta jest w stanie zacząć robić porządek o późnej porze. Nagle zaczęły latać moje joysticki, pamiątki.
Kolekcja moich identyfikatorów została sprawnie przygwożdżona do ściany i powieszona sprawiedliwym wyrokiem.
Piłka została wykopana do przedpokoju.
Książki poszły na stos.
Znalazły się plecaki, parę ubrań o których zapomniałem.


Z jej wyjazdem zapanował porządek a mimo wszystko do dziś nie potrafię znaleźć mojego pingwina i sześciu złotych.


WNIOSEK 1***: GDY KOBIETA DOSTANIE SIĘ ZBYT BLISKO MĘŻCZYZNY WYWRÓCI WSZYSTKO DO GÓRY NOGAMI I UPORZĄDKUJE JEGO ŻYCIE


WNIOSEK 2: KOBIETA ODCHODZI Z ŻYCIA MĘŻCZYZNY RAZEM Z JEGO PSEM (LUB PINGWINEM) I JEGO MAJĄTKIEM.


 


——————————————————-


* – patrz wpis „Bunkier Kriza”


** – naleciałości krakowskie


*** – zwrot „wniosek” a także wszystkie pododne jak „puenta”, „wyjaśnienie”, „wniosek 1”, „wniosek 2” „wiosen” i „sosen” są zarejestrowanymi znakami towarowymi Harry’ego122 oraz blogu „Polarny – takie tam gadanie” i może podlegać ochronie i w ogóle.


 


 

1 2 3